wtorek, 30 lipca 2013

Dla rozluźnienia - przepis na grillowane przepiórki

Przepiórek coraz mniej a aparat biurokracji rośnie
Nie tylko poważnymi tematami człowiek żyje. Czasem trzeba odpocząć. Tradycyjnym odpoczynkiem jest zorganizowanie grilla suto skrapianego alkoholem.

Poza niektórymi przepisami z tego bloga mam dla Was jeden specjalny. To grillowane przepiórki.

Przepiórka to średni ptak wędrowny z rodziny kurowatych. Przeciętna masa ciała to około 110 gramów. Czyli trzeba będzie parę takich stworzeń przygotować aby zapełnić wygłodniały bandzioch. Pamiętajmy, że alkohol obniża poziom glikogenu i następuje zwierzęcy głód - który z racji przyjęcia etanolu nie jest już niczym hamowany. To prawie jak gastrofaza - zło THC.

Przepiórkę należy oskubać do cna jak ZUS pracodawcę. Potem wypatroszyć niczym US. Wcześniej można drewnianym, sędziowskim młoteczkiem zajebać jej w łeb. Niech się nie czuje za pewnie podczas skubania w świetle prawa.

Gdy mamy już oskubaną i oprawioną kurkę przepiórczą trzeba przygotować parę dodatkowych składników:

  • cebulka krojona w paski, będziemy trochę płakać nad losem przepiórki,
  • ostre przyprawy,
  • paski wieprzowej słoniny,
  • czomber świeży lub suszony,
  • bawełniana, gruba nić,
  • no i rozgrzany grill, 
  • długa (20cm) pinceta, lub pręcik z haczykiem


Teraz bierzemy przepiórkę i otulamy ja pionowo, od nóżek do łebka paskami cebulki, słoniny i przyprawami, następnie przez kuper w stronę dzióbka wkładamy pincetę, chwytamy dzióbek i silnym, zdecydowanym pociągnięciem przewlekamy ją na lewą stronę. Teraz mamy taki woreczek, w środku którego są zioła, słoninka i cebulka. Wiążemy dzióbek do łapek i takie związane woreczki kładziemy na rozgrzanym grillu.

po 5 minut na stronę i można podawać z sosem czosnkowym i ziemniaczkami w mundurkach.


To przepis postępowania biurokracji z małymi przedsiębiorcami. Smacznego

Uwaga! Pierdoły żerują na pierdołach!

W Polityce nr 29 ukazał się ciekawy tekst Marty Mazuś - "Skłonności do młodości" opisujący mało rozpoznawalne zjawisko efebofilii. 

Efebofilia 
to skłonność osób dorosłych do kontaktów seksualnych z dojrzewającą młodzieżą. Początkowo określenie to stosowane było do kontaktów dorosłych mężczyzn z młodymi chłopcami. Teraz jednak dotyczy szerszego zjawiska.

Młody człowiek, który coraz wcześniej uzyskuje fizyczną dojrzałość płciową jest obiektem zainteresowania nieudaczników, którzy nie potrafią nawiązać normalnych relacji ze swoimi rówieśnikami. Oczywiście społeczeństwo pomaga obu stronom w nawiązywaniu takich relacji.

...z kolei mowa nienawiści

Katastrofa kolejowa w Hiszpanii przyniosła wiele aktywności dziennikarzy węszących za sensacją w innych krajach. Co pozornie dziwne, w Hiszpanii dyskutuje się w mediach o wiele spokojniej niż choćby w Polsce.

Hiszpanie dużo podróżują koleją, mają doskonałą infrastrukturę kolejową i mogą pochwalić się dużą liczbą tras superszybkich pociągów. Ceny połączeń nie są wygórowane, połączenia z innymi środkami komunikacji też nie wymagają dużego zachodu ze strony zwykłego zjadacza białego hiszpańskiego chleba.

Co mogłem zauważyć już następnego dnia na zupełnie nieprofesjonalnych, polskich portalach informacyjnych to tendencyjnie pisane informacje, które mają wzbudzić w czytelniku nienawiść i inne złe emocje. W żaden sposób bowiem nie można inaczej wytłumaczyć informacji: 'Maszynista WYKRĘCIŁ się od składania zeznać w szpitalu powołując się na odpowiednie przepisy'. Wykręcił się - ma jak najbardziej pejoratywne znaczenie, coś kręci, z czegoś się wykręcił. Widać polscy dziennikarze mogli jakoś zdobyć więcej informacji i wiedzą, że on kręcił. On, po prostu odmówił składania zeznań. Ale taka informacja już nie jest atrakcyjna, w oczach redaktorów. Jak się wykręca, to znaczy, że winny i że można po nim pojechać.

Zaskakujące jest to, że w mediach hiszpańskich składa się wyrazy kondolencji na ręce rodzin ofiar wypadku, nie osądzając jeszcze, kto jest winien. Mówią o nim: 'biedny maszynista'. Oficjele zwracają uwagę, że żadna katastrofa nie jest wywołana jednym tylko czynnikiem. Zwykle jest to cały zestaw, zazębiających się wydarzeń, które doprowadzają do tragedii.

Z wielką krytyką spotkał się El Pais, który zaraz po tragedii opublikował zdjęcia z widocznymi zwłokami ofiar, częściowo zakrytymi kocami. Krytykę wywołał fakt pokazywania ofiar, które można po ubraniach rozpoznać i dla rodzin jest to fakt, co najmniej dodatkowo nieprzyjemny. Mało tego, pokazywanie ofiar nie wnosiło informacyjnie nic do relacji i to zostało właśnie skrytykowane jako mało etyczne.

Dyskusja trwa na temat stosowanych zabezpieczeń w tym feralnym pociągu. Ponoć są dwa systemy, jeden starszy, który sygnalizuje maszyniście, że ma zwolnić na danym odcinku a drugi automatycznie korygujący prędkość przed wolniejszym kawałkiem trasy. Oficjalnie podano, że to ten starszy system, jednak na forach dyskusyjnych niektórzy Hiszpanie twierdzą, że to było nowocześniejsze, automatyczne zabezpieczenie. Eksperci twierdzą, że na tym zakręcie, wyjątkowo nie było automatycznego systemu. Maszynista jeździł tą trasą przez wiele lat.

Można przyjąć, że trwa badanie, które po pierwsze wyjaśni przyczyny i można mieć nadzieję, że wyniki badania będą politycznie poprawne i do mediów dostanie się prawda a nie, fikcja uspokajająca ludzi swą poprawną treścią.

Najważniejsze jednak jest to, żeby nie używać mowy nienawiści. Nie osądzać, bo od tego jest sąd. Nie opluwać, bo nieraz można być bez powodu oplutym. Nie wyrokować a obserwować. Po prostu okazać szacunek ludziom, których się nie zna i okolicznościom, których nie da się w pełni odtworzyć.

niedziela, 28 lipca 2013

Po co głupiemu rozum?

Czasu już minęło troszeczkę, myślę więc, że kto miał zobaczyć film "Flight" z Denzelem Washingtonem - ten go zobaczył. 

Jak wiadomo film oparty jest na faktach i opisuje jak doszło do katastrofy samolotu pilotowanego przez podchmielonego kapitana.
No może podchmielony nie oddaje stanu, któremu poddał swój mózg. Po niezłej imprezce i porannej ścieżce koki zamiast kawy rusza do pracy.
Cichcem skręca jeszcze drinka witając się z pasażerami na pokładzie po czym oddaje stery automatycznemu koledze, którego działania śledzi prawy pilot.

Gdy dochodzi do zablokowania hydrauliki usterzenia pionowego - czyli do problemu krytycznego grający kapitana Denzel robi rzeczy niesamowite.
Nie będę pisał co robi, bo może ktoś nie oglądał i zechce zobaczyć ten film. Ważne jest to, że ginie tylko kilka osób, które nie były zamocowane pasami bezpieczeństwa podczas lądowania.

Grupa dziesięciu pilotów, znając już postępowanie podczas tej awarii nie mogła zrobić tego samego na symulatorze lotu. Mimo tego, gość zostaje skazany i trafia do pierdla.

Co rzuca się w oczy w tym filmie? Głównie to, że społeczeństwo nie jest przygotowane na odbieranie rzeczywistości taką jaka jest. Trzeba zawsze oceniać wg pewnych przyjętych kryteriów.

Kryterium nr 1: miał we krwi alkohol - winny i już

No tak, ale zginęło tylko kilka osób z całego składu samolotu, przeciętnie każdy pilot (co można wywnioskować po efektach ćwiczeń na symulatorze, rozbiłby samolot i zginęliby wszyscy. Więc mógłby być bohaterem, gdyby nie pił.
Pił, więc nie będzie bohaterem tylko pójdzie do więzienia.

Pozornie proste. Ale jak się zastanowić to nie nikt nie jest gotowy na inne wnioski. Nikt nie jest gotowy na jeden z prostych wniosków: A może po alkoholu człowiek jest w stanie zrobić więcej niż na trzeźwo?
Czy to głupia myśl? Nie jest tak głupia, ruskie wojska mogły nie mieć walonków, mogły przymierać z głodu ale w manierce gorzałka musiała być. Po prostu bez gorzałki nie dałoby się wygonić z okopów żołnierzy do walki.
Ponoć w rajdach samochodowych również zaczyna się od małej bombki. Chirurg też uzyskuje pewność dłoni po przyjęciu destylatu - jak głoszą legendy (i to nie tylko NFZ).

Nie jest to więc tak głupia myśl ale dalej idąc tym torem można wykoleić całe cacane zasady bezpieczeństwa. Może się bowiem okazać, że najważniejsza jest ludzka odpowiedzialność a nie to, czy jest lub czy nie jest pod wpływem jakiś środków psychoaktywnych. A tych środków jest wokoło cała masa. Możemy sobie dywagować, czy gość, którego boli głowa i wziął jakieś środki przeciwbólowe jest tak samo efektywny, bardziej efektywny lub mniej efektywny od takiego samego pilota, którego łeb napierdala podczas lotu ale zachowuje pełną czystość korzystając tylko z układu dokrewnego.

Koleś robi więc coś niezwykłego ale ponieważ jest pod wpływem alkoholu wszystko to zostaje przekreślone. Oznacza to, że w imię przyjętych schematów przestaje się badać rzeczywistość, przestaje się zadawać pytania o bezpieczeństwo - czym naprawdę jest?

Moim zdaniem jedna z hipotez wymagająca badań po takim locie to kwestia kontrolowanego użycia środków psychoaktywnych. Brzmi to oczywiście kuriozalnie ale być może badania nad tym problemem doprowadziłyby do sytuacji, w której jeden z pilotów ma być czysty a drugi ma w ograniczonym zakresie przyjmować używki. 

Ale na taki przebieg badania wypadku nie ma szans. Nie w tym świecie, nie z tą liczbą dogmatów społecznych, gdzie otwartość na informacje kończy się wraz z krawędzią kartki na biurku urzędnika.

Na marginesie dodam, że do połowy filmu było świetnie, potem zaczął się american bullshit, jakaś ćpunka z filmów porno, jakiś słabo golony po chemioterapii, no po prostu jakiś syf.
Denzel zagrał wybitnie, nie pierwszy raz z resztą ;)

sobota, 27 lipca 2013

Mówi jak jest. Tak powinno być. Nie! ogłupianiu owiec



Nie dalej niż wczoraj kombinowałem jakby wpłynąć na naczelnego Polityki, aby jego dziennikarze zaczęli prowadzić portal informacyjny.

Portal, na którym w sposób wyważony można informować ludzi o tym jak jest. Nie twój zastraszonych działem reklamowym, pyskatych pismaków, którzy tylko potrafią mocniej dokopać komuś, kto już leży.
Chodzi o informacje podane na poziomie, podnoszące ludzką świadomość a nie chłam, który jeszcze bardziej ogłupia społeczeństwo.
Oczywiście głupkami lepiej się manipuluje, oczywiście głupkom można wciskać komercyjne łajno i głupki będą się kiwać i cieszyć.

Ale oczywiste jest też to, że dookoła dzieje się wiele rzeczy i rozciągnięta jak najlepszy kondom historia Madzi albo nowa - pociągu z Hiszpanii, nic nie wnosi. Nic ludzie się na tym nie nauczą.
Ludzie są coraz głupsi, potrafią nawet zostawiać swoje dzieci zamknięte w upał w samochodzie. Ci podłączeni do internetu już od paru miesięcy są atakowani informacjami aby nie zamykać piesków w autach. Zabrakło widać na FB obrońców dzieci.
Kawa w kubku jest gorąca, pływając na materacu  można utonąć, zwierząt domowych nie można suszyć w mikrofalówce, ogniem można się oparzyć. Wszędzie porady dla głupoli, odmóżdżanie!

Brakuje mi takich informacji, brakuje mi trzeźwego podejścia do życia. Brakuje mi refleksji, zastanowienia, ważenia słów i pisania bez lęków.
Przeraża mnie głupota ludzi, jad i terror. Przerażają mnie religie, które nawołują do zabijania innych ludzi w imię czegoś lub kogoś.

Polecam więc próbkę tego, co mogłoby zaczątkiem nowego ruchu, czegoś oddolnego, gdzie wielcy reklamodawcy nie mają wpływu na pracę dziennikarzy. Gdzie dziennikarze znowu są dziennikarzami a nie pierdołami w chomątach.
Brawo Max, serce rośnie słuchając człowieka.

MaxKolonkoNews


piątek, 26 lipca 2013

Lekarstwo na siedzenie

Siedzenie to dla kręgosłupa horror. Ta pozycja ciała, która jest coraz częściej przez nas używana ewolucyjnie jest czymś nowym. Kiedyś trzeba było więcej chodzić i biegać, do tego przystosował się organizm człowieka. Teraz tylko się przesiadamy.
Po śniadaniu wstajemy z krzesła i siadamy w fotelu samochodu aby pojechać do pracy i usiąść przy biurku. Pomijając fakt konieczności siedzenia na białym, ceramicznym fotelu - co też jest nędzne dla konstrukcji naszego układu wydechowego.
Po pracy siedzimy znowu w fotelu, przyjeżdżamy do domu i siadamy przed kompem lub przed TV.

Wiele rad, wiele pomysłów. Mam swój sposób, który z konieczności sakramenckiego bólu w krzyżu zacząłem sobie stosować. Przy kompie leży smartfon ;) to chyba teraz normalna sprawa. 
Smartfon ma ustawiony minutnik na 45.
Wstaję od kompa, zatrzymuję minutnik, siadam do kompa włączam go ponownie. Gdy zadzwoni, przerywam pisanie i robię sobie zestaw naprawczy kręgosłupa (i nie tylko):


  • 100* brzuszków, bez odrywania od ziemi odcinka lędźwiowego z uniesionymi do góry nogami.
  • 30 grzbietów, unoszę tułów i nogi do góry tak aby opierać się o podłoże tylko biodrami (no i trochę brzuchem),
  • 10 razy robię 'koci grzbiet' na przemian z wypinaniem brzucha i rozciąganiem mięśni brzucha,
  • 30 pompek (to w promocji, bo klata lepiej wygląda jak nie jest lejem po bombie),

*Może być mniej niż 100 ale pamiętajcie wtedy o zachowaniu proporcji 3/1. Trzy brzuszki jeden grzbiet.

Ta prosta metoda pozwala na zachowanie w zdrowiu kręgosłupa oraz poprawienie sylwetki i wciągnięcie bandziocha. 
45 minut to czas, gdy mózg się męczy przyswajaną wiedzą lub stałą pracą. Trochę ruchu powoduje, że przychodzą do głowy nowe pomysły, zmiana pomieszczenia albo miejsca w pomieszczeniu również jest bardzo dobre. Cały ten zestaw to około 5 minut pracy. 
Nie potrzeba żadnych pomocy treningowych, chyba że macie ufajdaną podłogę w pracy, to wtedy jakiś kocyk albo karimata by się przydała.

Pracodawca po przedstawieniu argumentów o kręgosłupie, dotlenieniu i podniesieniu efektywności wykonywanych czynności nie powinien mieć nic przeciwko. W domu jest jeszcze łatwiej, bo nie trzeba wykrawać na trening jakiegoś okresu czasu, tylko pięć minut i z czystym sumieniem na krzesło albo na fotel.

Przy okazji, na krześle najlepiej siedzieć tak, aby NIE wypychać dolnej części kręgosłupa do tyłu. Takie bezwładne oparcie się na kręgosłupie to potworne naprężenia i szybkie niszczenie tego odcinka. Bóle, których się można spodziewać to rwanie w odcinku lędźwiowym, palenie w odcinku piersiowym i napięcia odcinka szyjnego.

Siedzimy więc prosto a co 45 minut przerwa na trochę ruchu w imię ewolucji aparatu ruchu.

czwartek, 25 lipca 2013

Tolerowanie nietolerujących

Na fejsie zobaczyłem mem, który ucieszył mnie ale potem okazał się fejkiem. (Zobaczcie też jakiego języka trzeba używać aby być na czasie. Fejs, mem i fejk)
Mem dotyczył domniemanej wypowiedzi australijskiej polityk Julii Gilard dotyczącej wpuszczania do Australii wyznawców islamu.

Ucieszyłem się, że gdzieś powstaje opór dla tej, w mojej opinii, toksycznej, nietolerancyjnej i skostniałej grupy społecznej.
Okazało się to fejkiem, znaczy lipą. Szkoda.

sobota, 20 lipca 2013

Kuchnia japońsko śródziemnomorska

Pałeczki od Moniki ;)
Hiszpania poza dużą ilością ciepła słonecznego dysponuje innymi charakterystycznymi cechami. Wino w cenie wody, piwo dostępne co parę kroków, dobra wołowina, owoce morza a wśród nich duży wybór ryb.

Dorada jest moim numerem jeden w Hiszpanii. Doskonała z patelni, piekarnika czy też z grilla. Numerem dwa tuńczyk doskonały na surowo, w postaci steków (tu akurat czerwony tuńczyk rządzi, jest jak wołowina), macerowany w oleju i w ogóle pod każdą postacią. Numerem 3 jest łosoś, zapewne ten zły, ten norweski ale niewątpliwie smaczny.

I to ten trzeci zawodnik staje do zawodów, dając z siebie wszystko, pozwalając się pokroić na plasterki aby osiągnąć sukces kulinarny domowego sushi.

Sushi jest coraz bardziej modne. Niebawem można liczyć, że więcej będzie knajp sushi niż drzewiej bywało barów mlecznych. W większości sytuacji możemy liczyć na dużo sosu sojowego i tartej rzepy, potem na ryż, paluszki krabowe i na końcu cieniuśko krojone ryby.

Nie mogę się zgodzić z tezą, głoszoną przez jedną z instruktorek sushi, jakoby najważniejszy w sushi był RYŻ. Ryż jest fajny, można z niego zrobić paellę, risotto, można dorzucić do zupy mlecznej, do pomidorowej. Można nawet zmniejszyć zawartość mięsa w gołąbkach.
W sushi to jedynie dodatek, bo moim zdaniem sushi to ryby. Świerze, surowe ryby i żadne bum cyk, cyk tego nie zmieni.
To, że jest to tradycyjna potrawa biednych rybaków japońskich nie zmienia faktu, że ryż można redukować. Ma swoje zaszczytne miejsce przy kręceniu maków (nie wiem, czy to słowo już się normalnie odmienia, jak kiedyś radio, studio teraz maki może być jedyną słuszną formą).

Bez lęku bawcie się w kręcenie maków i jedzenie samej ryby, szczególnie w Hiszpanii. Zwykle używamy tu dwóch rodzajów ryby i nam starcza: łosoś i tuńczyk. Trochę szkoda, że ryba maślana nie jest łatwo dostępna w sprzedaży. No ale cóż.

Do skręcenia maka, trzeba matę, prasowane algi w postaci kwadratowych, zielono czarnych arkuszy, trochę klejącego się ryżu i wyobraźni. Paluszki krabowe, ogórek, twarożek, szczypior, chrzan, ryby pokrojone w paski, kiwi i nie tylko. Wszystko można wepchnąć do środka czarnego pytonga.

Pytonga trzeba pokroić w kawałki i podawać tak jak w restauracji. Sos sojowy, imbir w zalewie i wasabi są niezbędne tak jak pałeczki.

Dobra rada przy kręceniu, posmarujcie na początku kręcenia, jeden bok, tak ze 2-3 cm od krawędzi. Algi zmiękną w trakcie rozkładania farszu i będzie łatwiej skleić je w czarno zielony wałek.

Nikt nie może odebrać ludziom prawa do gotowania. Próbując samemu coś zrobić zaczynamy bardziej świadomie cieszyć się z roboty kucharza w knajpie lub zaczynamy widzieć, że walą nas jakością po rogach.

Golonki wieprzowe z grilla gazowego

Poza dietą dr Kwaśniewskiego, gdzie nic złego w nich nie ma, ciąży ogólne antydietetyczne zło. Nie dość, że mięso, nie dość, że wieprzowina to jeszcze do tego tłusta i ze skórą.
Fakt, nie uważam aby to było codzienne jedzenie, ale czasem człowiekowi potrzeba najeść się do syta, nawet tym co popularnie uznawane jest za szkodliwe dla zdrowia.
Nie polecam golonek osobom otyłym, lub mało się ruszającym. Jednak, jeśli mamy dość ruchu i możemy swobodnie pozbyć się działania najgorszego z cholesteroli i spalić tłuszcz z golonki no to ciach. Tym bardziej, że golonki są źródłem bardzo ważnego kolagenu, szczególnie skóra dostarcza tego elastycznego składnika naszego aparatu ruchu.

Na grillu surową golonkę byłoby zbyt trudno zrobić, chodzi o przenikalność cieplną i to, że z wierzchu zapewne byłaby twardą skorupą. Najwygodniej jest ją przygotować w solonej wodzie z przyprawami. Zapach wieprzowiny pozostawia troszkę do życzenia, można więc troszkę go zamaskować zielem angielskim, liśćmi laurowymi i oczywiście czosnkiem.

Golonki przetrzymujemy w gorącej wodzie minimum 2 godziny. Trzeba znaleźć idealny moment, w którym mięso jest już miękkie al golonka trzyma się w jednej bryle. Jak ją rozgotujemy to potem się rozleci na grillu.

Golonek NIE GOTUJEMY!, pilnujemy aby delikatnie się pyrliły na niewielkim grzaniu. Jeśli będziemy je gotować, to mięso będzie łykowate i trzeba będzie wielu wykałaczek. Nie pamiętam jak nazywa się proces termiczny, w którym nie ma gwałtownego gotowania - ale tak samo jak dobry rosół tak i golonki traktujemy delikatnie ale długo temperaturą zbliżoną do 100 stopni.

Tak przygotowane golonki mają już lekko słony smak i zapach ziół, teraz jadą na grilla. Polecam posypać je jakimiś suchymi przyprawami, ja lubię czerwoną, słodką paprykę. Chodzi o to, aby skóra z golonki nie przywarła do kratki grilla, przyprawa będzie takim separatorem.


Niewielki płomień i po 5 minut na stronę, aż skóra się zarumieni i troszkę utwardzi. Zbyt twardej nie pogryziemy, zbyt miękka źle się ludziom przyjmuje.

Podajemy oczywiście z musztardą, chrzanem, piwem :) lub czerwonym winem dla tych, co dbają o sylwetkę. Moim zdaniem lepiej niż z chlebem golonka wejdzie z surówkami. Odchodzi się od białego chleba ;)

Troszkę rozproszenia?

Zastanawiam się, czy nie zrobić małego rozproszenia swojej chaotycznej twórczości. Ponieważ postów tylko przybywa a nie ubywa i jest ich już ponad 130 myślę aby trochę odciążyć ten blog.
Mogłoby to wyglądać tak:

  • przepisy i pomysły na treningi będę dawał na 'zdrowie w Hiszpanii', 
  • relacje z wyjazdów i opisy ciekawych miejsc na 'atrakcje w Hiszpanii',
  • wieści z kursów AFF na 'kurs AFF',
  • pomysły dla doświadczonych skoczków na 'skoki spadochronowe',


A tu, pozostałaby w większości moja działalność publicystyczna, przemyślenia i hedonistyczne filozofowanie zadowolonego człowieka. 
Widzę, że dużo piszę a teraz, gdy zaczęły mi się wakacje mogę więcej.

Ponieważ Google+ stają się coraz bardziej prężne i łatwiej jest komentować mam do WAS pytanie - czy takie rozwiązanie jest lepsze, czy dalej wszystko do jednego wora wpychać?

piątek, 19 lipca 2013

O Jezu! In vitro

Gustownie ubrani, fajne czapeczki,
bo żyć trzeba skromnie.
Brzuszki spuchnięte puchliną głodową.
Pasterze

Trochę czarnym się ostatnio dostaje, już nawet 'dziennikarze' nie boją się krytykować dziwnych zachowań samozwańczych pasterzy. 
Wraz ze wzrostem krytyki katolików słychać ciekawe hasła o tym, że katolicy i tak są lepsi niż muzułmanie. Może i są lepsi, choć robić ranking, kto ma ciekawsze i straszniejsze historyjki lub kto więcej wymordował ludzi w imię krzewienia swojej religii jest zbyt przygnębiającym zajęciem.

czwartek, 18 lipca 2013

Myśli - instrukcje

Na fejsie pojawiają się bardzo często mądre myśli podane jak hamburger. Są gotowe do konsumpcji, szybko się je gryzie i przechodzą do układu wydalniczego.
Czasem są to zdania godne dłuższego przemyślenia ale fastfood fejsa nie za bardzo nadaje się na delektowanie treścią. 

Treść ginie przewijana w dół wraz upływem czasu pomnożonym przez liczbę 'przyjaciół' oraz pomnożoną przez ich aktywność. Tak czy srak, płynie bardzo szybko. Dwa dni nieobecności na tej tablicy to spore zaległości.

Dziś wypłynęło z FB do mojej świadomości proste przesłanie. Proste podczas pisania albo wypowiadania ale zupełnie nieproste jeśli chodzi o podążanie taką ścieżką.

Nieważne co mówią inni - to tak łatwo powiedzieć. Ale jesteśmy formami bytu społecznego, gdzie jednym z odbić rzeczywistości jest pogląd grupy, do której się przynależy lub chciałoby się przynależeć. Wyrwanie się z pęt tej społecznej perspektywy to poczucie społecznej samotności. Daje ona wiele wolności, radość i spokój ale przekroczyć ten Rubikon nie jest łatwo. Łatwo jest napisać.

Ludzie zawsze gadają, szczególnie Ci, którzy nie mają odwagi żyć jak Ty - zazdrość, lęki i brak poczucia własnej wartości to podstawowe czynniki, które powodują, że tak często ci, którzy są w bagnie łapią za nogi starających się zeń wydostać. Niestety ludzie nie tylko gadają, potrafią zrobić więcej krzywdy chcąc zachować wszystkich wokoło na swoim, ciągle nędznym poziomie. Zbyt mało popularne jest branie wzorca światła, wzorzec cienia jest zawsze na czasie.

Ostatnie zdanie jest prawdziwe, jest bardzo prawdziwe i niesłychanie trudne do zrealizowania. Od dziecka mamy potrzebę dopasowania się do upodobań ludzi wokół nas. Tylko socjopaci i psychopaci mają poglądy obdarte z tego mechanizmu. Wiele odwagi trzeba aby zdać sobie sprawę z własnej samotności na przestrzeni całego życia. Gdzie ludzie wokoło są wszystkim ale gdy są postrzegani z szacunkiem ich odrębności. Z szacunkiem ich percepcji rzeczywistości

Te myśli, dzielone jak instrukcje wyjścia z matni, są warte tyle ile nad nimi się zastanowić. Trzeba też zastanowić się dlaczego, lub bardziej po co są coraz bardziej modne. Czego ludziom brakuje w termitierze, co tracą, co boli tak, że już 'chciałoby się' zmienić sposób myślenia.

Propagowanie tak mądrych rzeczy bez przemyślenia, bez głębszej refleksji prowadzi do narastania znieczulicy, to tylko chwilowe łechtanie ego. Przyjemność obcowania z mądrością.

Jednak wymiana takich mądrości to może być również pierwszy krok. Drugi krok to zmiana z 'chciałbym' na 'chcę' albo na 'dobrze że tak zrobiłem'. Po tej stronie decyzji jest mniej odbić rzeczywistości.

niedziela, 14 lipca 2013

Jak działa lodówka turystyczna

Już kiedy mieliśmy z Ulą naszą przyczepę kempingową męczyło mnie jak, do diaska, działa lodówka zasilana gazem. W tych sprytnych urządzeniach możemy sobie wybierać, czy chcemy zasilać je prądem stałym o napięciu 12 V, zmiennym 230 albo gazem. 
Przy przełączeniu na gaz trzeba było zapalić płomyk, który w mały okienku wewnątrz lodówki stanowił dobry znak początku schładzania.

Odmulamy grilla - czerwone, faszerowane papryczki

Na trzecią edycję AtmoBBQ postanowiłem zrobić coś nowego na grilla. 

Stopniowo, krok po kroku uczę się jak korzystać z tego prostego narzędzia do pichcenia na otwartej przestrzeni.
Do tej pory sprawa była prosta: polska kiełbasa, polska kaszanka, karkówka wieprzowa no i kurczak.

Hiszpańska kiełbasa ma zbyt dużą zawartość tłuszczu i podczas grzania tłuszcz wycieka, pali się i smoli jedzenie. Została więc bezwzględnie skreślona z menu.

Kurczak to sprawa prosta, najlepiej małe kawałki takie jak pałeczki lub skrzydełka. Większe porcje np udka warto wcześniej obgotować w słonej wodzie.
Na grilla najbardziej pasują mi chude kawałki mięsa wieprzowego, smarowane przed położeniem na ogień mazidłem własnego wynalazku. 

Moje służbowe mazidło zrobione było z sosu barbacoa pół na pół z oliwą, a do tego trochę granulowanego czosnku. Dzięki takiej mieszance mięso nie przywiera do kratki i ma bardzo dobry smak.

Ale to nie wszytko. Mięso jest ok, nawet bardzo ok ale trzeba jakoś urozmaicać kolejne imprezy. Wymyśliłem sobie papryki faszerowane.

Do tego dania wybór padł na czerwone papryki, ze względu na bardziej okrągły kształt. Po przecięciu na dwie lub trzy części można uzyskać całkiem ładne foremki do farszu.
Do przygotowania farszu przechwyciłem kilogram mielonej wieprzowiny z wołowiną. Do tego zmieliłem pół kilo ugotowanej na miękko ciecierzycy. 
Dwie duże cebule pokroiłem na połówki talarków i udusiłem dodając sosu sojowego aby cebula była dość słona. 
250 gramów pokrojonych pieczarek usmażyłem aż do brązowienia też z dodatkiem sosu i granulowanego czosnku.
Jak pracowała maszynka do mielenia mięsa to na leniucha jeszcze dorzuciłem garść ząbków czosnku a potem popchnąłem to kawałkiem bułki - szkoda aby tak cenny czosnek został w maszynce a bułkę się łatwiej potem zmywa z wnętrza maszynki.

Zmielone mięso i ciecierzycę mieszamy z cebulką i pieczarkami. Dodajemy ze 3 jajka. Dodałem jeszcze parę garści bułki tartej aby ciasto się lepiej kleiło do papryk. Jeśli ktoś lub bardziej dietetycznie to bułkę może sobie darować.
Przyprawiłem srodze opierając się na orientalnych smakach. Tu, w poczuciu mojego nosa, króluje mielony kminek, curry i czosnek. Czosnek już miałem w cieście więc dosypałem gruuubo pozostałych przypraw.

Miseczki z papryk napełniłem farszem i posypałem z wierzchu słodką papryką czerwoną, wtedy ładniej wyglądają. Użyłem 10 dużych papryk, z których wykroiłem 24 foremki.

Kwestia obróbki termicznej była również istotna. Przeniknięcie ciepła do środka takiego pocisku paprykowego grozi popaleniem papryki i nędznym smakiem całości. Najpierw więc wsadziłem je do mikrofali aby na pewno mięso w środku nie było surowe. Miałem też plan przygotować się do grilla dzień wcześniej. Pozostawienie na noc takiego farszu, nawet zabezpieczonego czosnkiem i curry to było ryzyko. Lepiej było to wygrzać, wtedy byłem spokojny, że nic mi się nie zesmrodzi.

20 minut przed przybyciem pierwszych gości papryki poszły na grilla. Gdy dół, po jakiś 5 minutach zaczął już mieć widoczne ciemne kreski od kratki, papryki poszły na bok grilla, gdzie temperaturze około 180 stopni dojrzewały sobie na ceramicznej misce.

Papryki serwuje się z jogurtowym sosem czosnkowym.

Poszły w sposób niezwykle gwałtowny a wyszło wszystkiego prawie 3 kg.

sobota, 13 lipca 2013

Uproszczona teoria hubizmu życiowego

Ciekawą częścią społeczeństwa jest tzw pokolenie Y. Jest o nim teraz dość głośno bo nic nie wytwarza, do niczego się nie przydaje, pracować nie chce a wymagania ma potężne.

Teraz wszyscy myślą jak rozwiązać problem pokolenia Y a przecież to właśnie rozwiązywanie za nich ich problemów doprowadziło do powstania tej mutacji.

Huba to grzyb pasożyt agresywnie osłabiający swojego żywiciela przez wiele lat. 

Jeśli drzewo jest silne to może pomieścić więcej hub, jeśli drzewo nie wytrzyma to hubom i tak to zwisa. Huba bowiem jest tworem silnie niezależnym - niczym hipster. Jeśli jest drzewo to się zaczepi, jeśli drzewa nie ma to niech ktoś je załatwi. Przecież od początku życia wszystko się samo pojawia. To się nie może kończyć.

Pokolenie pamiętające drugą wojnę światową umiało dawać, nauczyć dawania i pamiętało dlaczego jest to ważne. Wojenne regulowanie wartości życiowych dla pełzającego myślokształtu społeczeństwa jest twardym restartem. Następne pokolenie umiało nauczyć dawania ale nie niosło już doświadczonej wartości. Następne umiało dawać a nie umiało nauczyć dawania. Tak powstały huby.

Huba podpięta jest do dobrze zorganizowanej formy życia. Huba nie musi dotykać ziemi - patrz parać się jakimiś przyziemnymi sprawami. To zawsze zorganizuje drzewo bo musi żyć. Huba jest wyżej niż korzenie więc widzi więcej. Jest niżej niż korona drzewa więc to przeświadczenie o wiedzy jest mylne - huba tego nie przyjmie do wiadomości.

Huba będzie toczyć pień do czasu śmierci drzewa lub do oderwania od pnia.

Huby nawiązują nietrwałą łączność poprzez dostępne, zakupione przez drzewa środki łączności. Dobrze koegzystują w środowisku WiFi, tam mogą wymieniać się informacji jak bardziej efektywnie korzystać z drzew. Mogą również (te aktywne) nawiązać dyskusję jak takie drzewo przyprzeć do narożnika swoimi prawami obywatelskimi.

Huby są oderwane od powierzchni ziemi a co za tym idzie ich sposób myślenia nie jest związany z podstawami rzeczywistości. Tworzą więc jakieś wybujałe plany, które od samego początku nie nadają się do realizacji więc nie muszą być realizowane.

Tymczasem za pieniądze podatnika (zwykle drzewa lub huby głębszej warstwy) powstają plany aktywizowania pokolenia Y. Jak to zrobić aby ci dobrzy, młodzi ludzie zechcieli jednak coś porobić a nie tylko mendzić i cierpieć na chorobę cygańską * (*choroba cygańska wg tradycji to erekcja, ból głowy i permanentna niechęć do jakiejkolwiek pracy).
Od dziecka huby patrzą na świat z fotelika dziecięcego rozumiejąc od razu jak to wszystko działa. To takie napuszone koty domowe, które myślą, że za oknem ich domu są wszędzie porozstawiane miski z żarciem i wygodne kanapy. Przecież podróżowały (na tylnej kanapie samochodu drzewa) wiele po świecie i wiedzą co i jak.

To kolejna lipa, bo wiadomo, że mądrale nie chcą nic zmieniać tylko stworzyć jakieś etaty, jakieś stanowiska w wyspecjalizowanych w walce z hubami innymi hubami.

Symbioza to wzajemna współpraca, ale jeśli jedna strona nie chce pracować tylko żąda to już jest rak.


Mały słowniczek:


  • Huba - pasożyt, który wyrósł na pożywce 'bezstresowego wychowania dzieci'
  • Drzewo - frajer z dobrym sercem,
  • Hipster - dawniej dupa życiowa, obecnie po procesie ikonizacji przeprowadzonej przez działy sprzedaży i marketingu - gwiazda nicnierobienia. Hipster z bogatymi starymi jest zajebistym konsumentem drogiego badziewia wyglądającego jak nędzne badziewie,
  • Druga Wojna Światowa - nieoszacowana, olbrzymia tragedia rozegrana na wielu społeczeństwach. Śmierć, głód, cierpienie i źródło jedynej prawdy o życiu. Życie, jego jakość i respektowanie różnych wolności są najważniejsze,
  • Pokolenie Y - to co huba tylko już klasyfikowane podobnie do ADHD. Nazwany problem. Pokolenie X było zbyt zaradne, opanowało zbyt dużo stanowisk, jest ciągle zbyt kreatywne.

piątek, 12 lipca 2013

Wakacje!

Po 10 miesiącach skakania nadszedł czas na wypoczynek ;) Przewrotny los pozwolił mi wreszcie na znalezienie miejsca, gdzie nie muszę się denerwować pogodą przez cały rok. Pewnie, że nie jest idealna, potrafi padać, potrafi wiać i nieraz bywa pochmurnie ale jest niemal na odwrót do tego co poznałem przez ostatnie lata skoków w Polsce. 

Tak jak niemal na odwrót występuje czas trwania sezonu skocznego i przerwy w skokach. W Hiszpanii podczas najlepszych polskich miesięcy pogodowych jest za gorąco na działalność spadochronową. Jest za to idealnie na turystykę, na przykład na zwiedzanie północnej części Hiszpanii.

Od ponad roku mówię, że powoli wychodzę ze spadochroniarstwa. Tak jest faktycznie choć nadal skaczę całkiem sporo, w zasadzie tyle samo rocznie co skakałem w Polsce ale teraz robię to zupełnie bez napięcia. Jednym z pierwszych objawów zwalniania tempa była coraz większa niechęć do skakania tandemów. Teraz już wiem, że nie chce mi się nawet utrzymywać uprawnień tandemowych. Walnąłem ze 3000, zacząłem skakać tandemy na przełomie tysiącleci, założyłem pierwszą firmę tandemową i trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym ;)

Skakanie AFF nadal mi się podoba, szczególnie poziomy od 4 do 6 no i oczywiście pozycja secondary (która jest zwykłym skokiem relaksacyjnym). AFFów mam tu pod dostatkiem tak jak i skoków doskonalących FSC.

W tym sezonie udało mi się zrealizować pierwsze szkolenie ProBASE i FJC. Miałem wiele wątpliwości, szczególnie przed pierwszym asystowanym skoku Tomka. Ale po tym skoku i po jego całkiem samodzielnym skoku wątpliwości rozwiały się. Umiem uczyć i podoba mi się przygotowywanie procesu szkolenia. Jeśli chodzi o BASE to uważam, że przygotowanie powinno odbywać się na lotnisku, tak aby poznać spadochron, pouczyć się prawidłowych reakcji, które będą potrzebne podczas krótkiej pracy na otwartym spadochronie po skoku BASE.

Od września wracam do AFF, do FSC i do ProBase

Teraz zaś pora na wakaciones ;) Pierwsza wycieczka kamperem już dziś!

sobota, 6 lipca 2013

Właśnie po to jest zapasowy.

Dzisiaj miałem kolejne ratowanko. Nie ma wstydu bo poprzednie było ponad 1000 skoków temu, więc  do statystycznego 1/500 jest daleko.

Przyczyną było odhamowanie jednej sterówki. Albo gdy przynosiłem spadochron ze strefy lądowania albo po prostu niedokładnie to zrobiłem. 
Tak czy siak, zapasowy sobie ułożyłem wyśmienicie ;)

Trochę miałem fajnych emocji kalkulując gdzie spadają freebag i czasza główna, a gra była warta świeczki bo wszystko poleciało na pole słoneczników. Mogły być więc problemy ze znalezieniem dość kosztownych elementów zestawu. Na filmie poniżej widać moją technikę, zahamowany spadochron opada wolniej i można dłużej obserwować, co dzieje się z elementami zestawu. Na filmie widać tez, że mam problem z wyciągnięciem poduszki od zamków, do czego przyczynił się luźny kombinezon i moje chwytanie poduszki wraz z materiałem kombinezonu (tego nie widać bo obiektyw nie jest aż tak szerokokątny).

Przy okazji warto wspomnieć, że tkwimy w leksykalnej pułapce. Spadochron zapasowy nie brzmi tak dobrze jak awaryjny. 

Lepiej nazywać zapas spadochronem awaryjnym - bo to niesie dokładniejszą informację.

Spadochron główny wydaje się być najważniejszy a przecież jest tak, że po prostu głównie ten spadochron otwieramy. Może się nie otworzyć prawidłowo statystycznie raz na pięćset otwarć.

Młodzi skoczkowie mają obawy przed swoim pierwszym ratowaniem. Szkoda, że nie praktykuje się już skoków piętrowych czyli odczepiania jednego spadochronu i otwierania innego. Szkoda też, że nie kładzie się dość nacisku na zaufanie w odmienną konstrukcję spadochronu awaryjnego, możliwości otwierania w każdej pozycji. 

Nie mam z tym problemu aby robić swoje FuckYou - Rescue tak samo jak uczę studentów AFF. Nie czekam na powrót do stabilnej pozycji, otwieram natychmiast po odczepieniu czaszy głównej. Tym razem na plecach. Bywało jednak i tak, że widziałem sprężynowy pilocik startujący spomiędzy nóg. Szybko mnie saltem odwracało do normalnej pozycji.

Skoczkowie, nie bójcie się ratować. Płacicie masę kasy na zapas, płacicie za jego serwisowanie. Jeśli nadarza się okazja do wietrzenia, to zamiast walczyć z głównym lepiej walnąć sobie procedurę awaryjną.