poniedziałek, 4 marca 2013

40 lat

Kolejny dzień mojego życia.

Wspaniały tak jak i większość jego protoplastów. Szczególny, bo w świecie liczb oparł się o 40.
Gdy byłem młodzikiem ten wiek trącił mi wapnem. Teraz mogę powiedzieć, że mam inne spojrzenie. Automanipulacja? Może faktycznie trącę wapnem, bo już mam taki przeważający kolor włosów.

Nie wiem jak statystycznie czuje się czterdziestolatek. Jeśli tak jak ja, to cóż to za wyjątkowa chwila?
Gdy z przodu pojawiła się trójka, zaczęło się bardziej świadome, bardziej smaczne życie. 
Co powiedzieć teraz? Jest git!
Jeśli jakiś młodzian zaszedł w sieci na tego bloga, to niech zapamięta, że w dzisiejszych czasach data produkcji zupełnie nieliniowo przedstawia możliwości modelu.
Jakieś dwie dekady temu ;)

W tym statystycznym dniu dziękuję wszystkim, których spotkałem na swojej drodze. Zarówno tym, którzy psuli mi humor jak i tym, dzięki którym było mi przyjemniej.
Tym, co psuli mi humor życzę, aby przeżyli lustrzane wrażenia.
Tym, co dawali mi w moim subiektywnym odczuciu dobra, życzę aby przeżyli lustrzane wrażenia.

Mam kochającą i kochaną rodzinę. Choć dystans nie jest pomocnikiem i szkoda, że jestem tak daleko od swojej mamy. 
Mam wokoło wspaniałych ludzi, którzy przynoszą najświeższą i najdoskonalszą formę wiedzy o życiu.
Mam zdrowie i słońce. Mam emocje i tempo. Mam smak i szanse. Mam niemal wszystko.

Czterdzieści lat. W toku świadomego życia. Czterdzieści lat - przebiśniegi wspomnień.

Wątróbka jagnięca z pieczarkami

Dziś kolejny prościutki przepis.


Wątróbka jagnięca z pieczarkami, cebulką, duszona w czerwonym winie.

Mamy wątróbkę to git. Nie mamy no to trzeba ją jakoś zastąpić. Może wątróbką cielęcą, może z indyka. Te z kurczaków to niestety jest chłam, bo na szybko skarmiany drób ma liche wątroby.
Wątroba wieprzowa też jest niestety styrana, bo świnia nie jest elegancko karmiona.

Wątróbkę pokroić należy w niewielkie kawałki. Wątróbkę solimy i pieprzymy zgodnie z gustem. Na łyżce oliwy virgen (czyli drugie tłoczenie) albo oleju z pestek winogron, ostatecznie na oleju słonecznikowym smażymy wątróbkę tak, aby się przyrumieniła. Przy ciemnym kolorze tych podrobów, można by raczej powiedzieć bardziej przybrązowiła.

W tym że czasie dużą cebulę kroimy na półtalarki i dorzucamy do wątróbki. Rozdrobnione pieczarki (lub ich wersja leniuchowa, konserwowa) lądują na patelni. Doprawiamy to ulubionymi przyprawami - ja lubię słodką paprykę i sos sojowy, dajemy coś do zapachu - listki laurowe. Wlewamy szklankę wina czerwonego, wytrawnego i zakrywamy przykrywką.

Dusimy na spokojnym ogniu godzinę aż się cebulka rozciapcia. Wyciągamy listki laurowe. Dolewamy nieco mleka aby zabielić sos. Mieszamy i mamy główny składnik gotowy.

Do tego można ugotować ciecierzycę (ale to pół dnia namaczania i ze 2 godziny gotowania), można ugotować ryż dziki - to chyba dobry pomysł.
Jeśli jednak żołądek nie jest rozciągnięty to nie ma co go napychać tymi zapychaczami. Wystarczy wątróbka i jakieś świeże warzywa.

Liść bazylii bardzo fajnie zmąci węch prze pierwszym kęsem. Oczywiście do takiego mięska walnąć należy lampeczkę wina czerwonego wytrawnego, lub półwytrawnego.

Składniki na 2 - 3 osoby

  • 500g wątróbki jagnięcej,
  • 1 duża cebula,
  • 250 g pieczarek,
  • łyżka oliwy,
  • dwie ruskie szczypty soli,
  • kilka listów laurowych,
  • czarny pieprz mielony,
  • łyżeczka mielonej, słodkiej papryki,
  • inne pachnące przyprawy (wg gustu),
  • szklanka wina czerwonego, wytrawnego,
  • ćwierć szklanki mleka
Nie da się tego dania spieprzyć ;) 
Smacznego

niedziela, 3 marca 2013

Czas jak guma

Czas jak guma 
Każdy potrzebuje restartu systemu. Niekiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy ale jesteśmy uwikłani w mechanizmy życia. 

W życiu zaś jest jedna tylko niewątpliwa rzecz – jego koniec. Koniec życia intryguje, nakreśla pewne moralne kwestie, przyciąga jak magnes. 

Jeśli koniec życia jest granicą, to wyobraźmy sobie tą granice jako barierkę. Opierając się o nią plecami mamy najlepszą perspektywę na całą naszą egzystencję. 

Wielu, w poszukiwaniu tego miejsca przesadziło i wypadło z gry. Czy to jedno, czy to wieloplanszowej ale wypadło. Ryzyko, o ile jest dobrze skalkulowane, nie musi przynieść katastrofy. Ślepe błądzenie w strachu może być bardziej śmiertelne.