te dzieciaczki szybko podrosną Do koszyczka idiotycznych pseudoświąt dołącza z pełną pompą halloween. Kolejny przykład jak można przy pomocy kamienia debilizującego obrócić czas skłaniający do refleksji w płytką maskaradę. Patrzę jak po ulicach łażą dzieciaki wystrojone za wampiry i żebrzą za cukierkami. Od tygodni po oczach walą wydrążone dynie, wymalowane i wyszczerzone pyski przypominających wściekłe psy bohaterów dzisiejszych nastolatków. Szpetne, agresywne i kolorowe. Oczywiście halloween ma wspaniałe, marketingowe podłoże historyczne. Rzymskie święto bóstwa nasion i owoców oraz celtyckie powitanie zimy mają przekonać do zasadności tego małpowania. Faktycznie wiele elementów z tego drugiego obrządku można odnaleźć wśród symboli napędzających sprzedaż i niektóre usługi. Odstraszająca złe duchy rzepa, powycinana była ponoć podobnie do obecnie stosowanej dyni. Czarne stroje druidów, przez plecy hrabiego Drakuli wylądowały na pleckach wymalowanych dzieciaków. Bez wątpien...
czyli odbicie rzeczywistości. Pisane emocjonalnie z perspektywy emigracji polskiej rodziny, szukającej lepszego, chociaż wcale nie do końca łatwiejszego, życia w Hiszpanii