poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Wielkanoc. Nie moja. Mam dość tej obłudy.

Pewna sytuacja skłoniła mnie do refleksji. Tak bywa. To zapewne nic nowego dla Was, czytelnicy. Otóż poprosiłem, aby przed świętami wielkanocnymi nie wysyłać mi żadnych głupawych zajączków, jajeczek ani innych pierdół. Dlaczego? To dość proste, słaby internet w połączeniu z dużą liczbą znajomych powoduje długotrwałe zaangażowanie uwagi. Pod koniec ściągania pliku okazuje się, że nie był on zupełnie wart oczekiwania.
Pierwsza myśl dotyczyła chrześcijańskiej mądrości, która istnieje. To nie jest tak oczywiste, ale nauki, nazywane naukami chrystusowymi faktycznie dotyczą miłości, empatii, wybaczania, zrozumienia. Jednak ta mądrość zostaje zamieniona na bullshit dotyczący jedynie narodzin, śmierci i zmartwychwstania Jezusa, który nota bene, zaraz po tym jak wstał z martwych powędrował do nieba, czyli tam, gdzie i tak by powędrował, gdyby nie zmartwychwstał.
Ale nie dostaję wiadomości dotyczących nauk jezusowych. Dostaję kurczaczki, jajeczka, słodkie zajączki, bazie - jak jakiś zidiociały gnojek jestem traktowany albo to jest duch czasów.
Uwaga, nikt nie wysyła mi cytatów z koranu, nikt nie przysyła mi przemyśleń filozofów związanych z równonocą wiosenną, nie - dostaję jakiś chłam.
Poprosiłem więc grzecznie, aby mi tego nie przysyłać.
No i rozpętała się maleńka gównoburza.
To skłoniło mnie do kolejnej refleksji.
Otóż chrześcijanie już na swym koncie mają potężną liczbę straszliwych występków. To jedna z najkrwawszych religii, gdzie można człowiekowi za inne poglądy wlewać do gardła roztopiony ołów, gdzie można naukowców palić na stosie. To mroczna i bardzo ciężka religia.
Trudno mi uwierzyć, że najbardziej przełomowe chwile dotyczące syna bożego przypadkiem zazębiają się z najbardziej istotnymi chwilami przemian natury.
Jezus rodzi się wtedy, gdy następuje przesilenie zimowe, czyli gdy przestaje ubywać dnia. Jezus umiera i zmartwychwstaje podczas równonocy wiosennej, gdy życie w pełni budzi się.