środa, 27 czerwca 2012

Publicysytyka: Małpy na sznurkach tłuszczy


Skandal wobec chamskich zachowań gwiazdorów dziennikarstwa budzi nadzieję, że nie do końca wszystko jest gówniane.
Może przedwcześnie, może po prostu maszyna obsrywania nie miała kogo zmielić, więc wchłonęła swoich pracowników w tryby zwiększania oglądalności, słuchania i czytania.

Na początku odezwała się we mnie zwykła, prywatna radość, bo styl dziennikarski od dziesięcioleci skręcał w stronę bezczelności, braku kompetencji, braku umiejętności inteligentnego prowadzenia dyskusji. Liczył się gwiazdor – dziennikarz kontra jakiś głupek wioskowy, bo do takiej roli zawsze trzeba sprowadzić kogoś istotnego. Wtedy oglądający czuje się mądrzejszy, słuchający czuje się dowartościowany.
Zmniejszanie poziomu dyskusji w oczywisty sposób z mediów wędruje do społeczeństwa. Mass media kreują schematy nie według rzeczywistości a podle przewidywanych zainteresowań tłuszczy.
Coraz prymitywniej, coraz bardziej chamsko, kolorowo i krzykliwie.

Aż wreszcie nastąpiło kolejne przegięcie pały. Po paru incydentach o charakterze dyskryminacji rasowej panciowie, gwiazdorzy, celebryci, kreatorzy stylu, pojechali na maksa. Nie wiem, czy to powodują jakieś prochy, które biorą aby być coraz szybsi w ripostach, czy może odurzenie własną zajebistością pchnęło ich do totalnej degeneracji dziennikarskiej.
Nic teraz nie pomogą beblania o wolności słowa. Nie ma takiej wolności, która nie ma ram. Nawet gdyby jednostka była ostatnią na świecie to są ramy fizyki, chemii i ograniczeń organizmu.

Gdy żyjemy w społeczeństwie wolność kończy się tam, gdzie narusza się czyjeś prawa. Gdy narusza się czyjąś godność. Deliberowanie o tym, jaka jest ludzka godność i jakie są różnice kulturowe są bezcelowe. Wystarczy przeczytać zapis niechlubnej pogawędki myślicieli rozrywki o gwałceniu, o brzydocie i wyrzucaniu z pracy z powodu przegranej w meczu.
Nie jestem sądem, nie jestem członkiem komisji, nie jestem wreszcie pracodawcą tych panów.

Jednak jakiś proces się zaczął, coś się dzieje, co może jest przejawem czkawki populistycznej dziennikastwa.

Jeśli małpy dla banana srają sobie na łapę i rzucają w stronę widowni, nie można się dziwić, że ktoś im może wlepić kopniaka w dupsko.

Tu jednak rola małp jest nieco inna. Za pstrokatymi klaunami są poważne biznesplany. Są oceny psychologów, socjologów. To jest maszyna do zdobywania reklamodawców i utrzymaniu w czujności reklamobiorców.
Teraz następuje jakieś przewartościowanie. Kierownictwo wypiera się swoich małp, myje ręce i zaciera je jednocześnie bo jest głośno, bo jest skandal. Takie pieniądze jak za maleńkie incydenty (po 50 tysiów) to przecież niemal inwestycja.

Po prostu, delikatnie lakierowanym trzewikiem małpy zostały pchnięte przez menadżera, na polecenie jakiejś szarej eminencji trochę dalej, niech dalej jadą na gorących, nacjonalistycznych tematach. Trochę zapłacimy zadośćuczynienia ale kasa z reklam to zaraz wyrówna.
W bagnie pseudoinformacji, serwowanych przez pseudofachowców dla pseudoobiorców jedną prawdą jest sprzedaż reklam.

Tłuszcza huczy, tłuszcza domaga się krwi a nie wie, że i tak z informacjami o paleniu jakiś małp na stosie będą mieli informacje o tym, co mają kupić.
Tak czy siak, system jest silniejszy. Małpy dostały po łbie za rzucaniem gównem. Może to początek. Może nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz