Przejdź do głównej zawartości

Posty

motoryzacja: kasowanie inspekcji Vito 2 115

interesują nas dwa lewe przyciski M i 0 To będzie naprawdę krótka rada. Zmieniając olej w swoim Vito 115 z 2009 stanąłem przed problemem kasowania inspekcji olejowej. Tzn. wyzerowania licznika, który cyka do kolejnej zmiany oleju. Bardzo wygodna pomoc dla kierowcy. Nie muszę zaglądać pod maskę i patrzeć, co jest napisane na wiszącej na silniku tekturce. Mogę sobie jednym przyciskiem odczytać ile zostało kilometrów do wymiany oleju. Dodatkowo, jeśli już zbliża się czas wymiany komputer sygnałem dźwiękowym przypomina się. Tyle, że olej zmieniłem a komputer przy każdym włączeniu przypominał, że czas minął. Na forach internetowych, na zasadzie ctrl C, ctrl V są takie same rady. Włącz zapłon, naciśnij dwa razy przycisk z lewej strony M, wyłącz zapłon, naciśnij i trzymaj oraz włącz zapłon. Już mnie od tego palec bolał aż wreszcie znalazłem prawidłową kombinację dla mojego Vitka. Aby skasować inspekcję, czyli ustawić na kolejne 30 tysięcy km trzeba zrobić tak: 1.zapłon...

BASE w Norwegii część 2

BASE w Norwegii część 1 BASE w Nowegii część druga Lysebotn to małe miasteczko, które tętni życiem w trakcie sezonu i kompletnie zamiera w okresie jesienno zimowym. Spowodowane jest to głównie tym, że dotrzeć można do niego promem lub jedną tylko drogą. Droga wiedzie przez szczyty, jest kręta, wąska i zbudowana jedynie na potrzeby obsługi punktów kontrolnych w sieci energetycznej. Nagromadzona w górskich jeziorach woda stanowi bowiem potencjał, który Norwegowie wykorzystują do wytwarzania energii elektrycznej. Lysebotn stanowi istotny element całej struktury sieci i większość zabudowań powstała z myślą o technikach budujących i serwisujących elektrownie wodne w okolicy. Promy wpływają do portu w malowniczej scenerii niemal pionowych fiordów. Jedna z możliwych opcji dojazdu, to prom z Danii do Stavanger i potem promem bezpośrednio do Lysebotn. Biorąc pod uwagę ograniczenia prędkości i mizerny stan dróg w Norwegii (i paliwo w kosmicznych cenach) warto pomyśleć nad opcją prom...

BASE w Norwegii część 1

Tu piszę relację na żywo ;) Cały czas zastanawiam się do czego mi są potrzebne skoki BASE. Nie jestem jakimś zapaleńcem i nie mogę powiedzieć jak nastolatka: jest słitaśnie, kocham BASE. Nigdy nie było moim marzeniem takie skakanie, nawet podzielałem opinię szarych obywateli, że to głupota i ryzykanctwo. Sam nie wybierałem to mnie wybrało. Oglądałem kiedyś film o układaniu spadochronu zapasowego i głównego zarazem. Bardzo spodobała mi się nie tylko technika ale i 'serce' włożone w wytłumaczenie początkującym jak ułożyć prawidłowo swój jedyny spadochron. Pomyślałem wtedy, jak fajnie byłoby przybić piątkę temu gościowi i chwilę z nim pogadać. Było to raczej mało prawdopodobne bo ten mentor (nie nazywają się instruktorami) BASE skakał i uczył w USA. Za mną duński port, przede mną Norwegia Dwa, może trzy tygodnie później dzwoni do mnie mój ex student AFF, wtedy już doświadczony skoczek z zapytaniem, czy nie pojechałbym z nim do Stanów na kurs BASE. Powiedział, ...

Spadochroniarstwo: Dlaczego doszło do kolejnej tragedii?

Z kamerą skakać chce każdy. Moc czują starzy i młodzi. Kamer przybywa, ich rozmiar się zmniejsza a możliwości rosną. Czasem tuż po kursie AFF słyszę pytania, kiedy będzie można sobie zamontować kamerę na kasku. Tymczasem kamery na kaskach to stosunkowo młody pomysł w ewolucji technicznej spadochroniarstwa. Oczywiście kilkadziesiąt lat temu również latano ze sprzętem, i to bardzo ciężkim sprzętem, na głowie ale były to szczególne okazje. foto: dzienniklodzki.pl Teraz liczba skoczków z dodatkową, doczepioną do kasku niekształtną bryłą rośnie. Jednocześnie tendencja do zmniejszania czasz spadochronowych ma się zupełnie dobrze. Mało kogo trwale zniechęcają do używania małych spadochronów coraz częstsze katastrofy na agresywnych, wyczynowych czaszach. Każdy czuje moc. Każdy myśli, że problem małych spadochronów właśnie jego nie dotyczy. Małe spadochrony to nie tylko zmniejszony margines błędu, poza którym są już trwałe uszkodzenia ciała. To także znaczne zwi...

Sanfermines - gonitwy byków w Hiszpanii

Miasto Pampeluna (hiszp. Pamplona) jest znane na całym święcie dzięki encierros czyli gonitwom byków organizowanym z okazji świą ku czci św. Fermina. Od imienia świętego – San Fermin wzięła się nazwa tego wydarzenia sanfermines . Miasto Pampulena położone jeset w prowincji Nawarra, założone zostało przez Pompejusza w 74 p.n.e. Początkowo służyło za garnizon wojsk rzymskich i nazywane było Pompaleo. Kilkukrotnie przechodziło w różne ręce, oczywiście wynikiem podbojów. W 824 roku powstało baskijskie królestwo Pamplony, zwane później królestwem Nawarry. Pozostaje stolicą aż do 1512 roku. Choć cały czas podbijane i odbijane, doczekało się początku dynamicznego rozwoju w XI wieku. Dzięki trasie organizowanych imprez pielgrzymkowych do Santiago de Compostela.  Corocznie przybywają tu z całej Hiszpanii i zza granicy wielbiciele adrenaliny. Gonitwy byków, przebiegające uliczkami Pampeluny opisane zostały nawet w powieści Ernesta Hemingwaya „Słońce też wschodzi”. Impreza trwa przez...

spadochroniarstwo: Jonathan Tagle

Dziś świat spadochronowy obiegła kolejna bolesna informacja. Członek zespołu fabrycznego PD zginął w Norwegii. 43 letni skoczek zaliczany był to elity, do najlepszych z najlepszych. Jonathan Tagle ginął podczas speed flying, czyli lataniu w dół zbocza górskiego. Okoliczności nie są jeszcze do końca jasne, wiadomo jednak, że zahaczył o drzewo. Efekt kolizji okazał się katastrofalny. Na forach dyskusyjnych i na fb zawrzało. Pojawiają się jego zdjęcia, filmy z jego udziałem. Był kimś bardzo rozpoznawalnym. Do tego kimś niejako chronionym przez swoje doświadczenie i staż w spadochroniarstwie. Oczywiście można powiedzieć, że nie zabił się na skokach a na lataniu wzdłuż stoku. Jednak teraz wiele dyscyplin się ze sobą łączy. Trening latania na czaszy jest atrakcyjniejszy, gdy widać i czuć reakcje czaszy wobec zmieniających się warunków zewnętrznych. Kolejna, wielka postać spadochronowa skończyła tragicznie swoją karierę. Pojawiają się więc wpisy, że: 'nie umarł, tylko jest...

Publicysytyka: Małpy na sznurkach tłuszczy

Skandal wobec chamskich zachowań gwiazdorów dziennikarstwa budzi nadzieję, że nie do końca wszystko jest gówniane. Może przedwcześnie, może po prostu maszyna obsrywania nie miała kogo zmielić, więc wchłonęła swoich pracowników w tryby zwiększania oglądalności, słuchania i czytania. Na początku odezwała się we mnie zwykła, prywatna radość, bo styl dziennikarski od dziesięcioleci skręcał w stronę bezczelności, braku kompetencji, braku umiejętności inteligentnego prowadzenia dyskusji. Liczył się gwiazdor – dziennikarz kontra jakiś głupek wioskowy, bo do takiej roli zawsze trzeba sprowadzić kogoś istotnego. Wtedy oglądający czuje się mądrzejszy, słuchający czuje się dowartościowany. Zmniejszanie poziomu dyskusji w oczywisty sposób z mediów wędruje do społeczeństwa. Mass media kreują schematy nie według rzeczywistości a podle przewidywanych zainteresowań tłuszczy. Coraz prymitywniej, coraz bardziej chamsko, kolorowo i krzykliwie. Aż wreszcie nastąpiło kolejne przegięcie p...